wtorek, 17 marca 2009

Droga Zimo !!!

Sypnij śniegiem ! Świat jest wtedy biały jak puszysta kołderka. Drzewa wyglądają jak w bajce, a dzieci mają czerwone noski jak Mikołajki. Lubimy Cię, Zimo za święta i piękną choinkę w domu, za wigilijną gwiazdkę i ferie. Cieszymy się na powitanie Nowego Roku i czekamy na mikołajkowe niespodzianki. Zapraszamy Cię Zimo do nas. Pobawimy się w śnieżne kulki, pozjeżdżamy na saneczkach z górki i ulepimy śnieżnego bałwanka.
Marta Manowiec, Monika Kisz
Kl. III c

czwartek, 29 stycznia 2009

Mój portret

Kolegą jestem całkiem dobrym,
nie małym lecz ogromnym,
także nie chudziutkim lecz okrąglutkim.
Rodzice na imię Daniel mi dali,
lecz moi koledzy się z tym nie zgadzali
i Dorszu mnie nazwali.
Dwanaście lat na tym świecie żyję,
Pepsi i Colę litrami piję.
Moje włosy są brązowe,
lepsze były by kolorowe.
Byłbym zjawiskiem całkiem nowym,
bardzo ciekawym i przebojowym.
Moje oko niebieskie jak morze,
poderwać każdą dziewczynę pomoże.
W karty Duel Masters lubię grać
i w soboty turnieje wygrywać.
Koszykówka moim sportem jest,
z kolegami granie jest the best.
Jestem zdolny, lecz leniwy,
przyjacielski, sprawiedliwy.
Mam kolegów całe grono,
z nimi zawsze jest wesoło.

Daniel Zieliński kl. VI b

poniedziałek, 19 stycznia 2009

LEGENDA O KRASNOLUDKACH




Wrocław był kiedyś bardzo piękną krainą. Nie, żeby teraz był brzydki, ale kiedyś… ech. Wszędzie było mnóstwo zielonych łąk, nie było żadnych zanieczyszczeń, zwierzęta, pokojowo nastawione, nie bały się nikogo ani niczego… Ale, ale! Przecież tam nie mieszkały tylko zwierzęta! Tak, ta dolina była zamieszkana przez… krasnoludki.
Nie, nie jestem nienormalny, wiem, co mówię. Najwięcej ich mieszkało na rynku, bardzo małe, mieszkali w mikro-chatkach. Były bardzo pracowite, lubiły wręcz pracę, zarówno mężczyźni, jak i damy. Krzątały się po wszystkich dolinach, rąbały gałązki z krzaków na rozbudowy domków. W wolnym czasie, znaczy, gdy nie pracowali, znajdowali sobie inne rozrywki, jak odwiedzanie przyjaciół, zajmowanie się krasno-dziećmi… Ogólnie mieli miodne i zielone życie.
Jak się jednak łatwo domyślić, coś się wydarzyło w wesołej tej dolinie. Niczego niespodziewające się krasnale zostały zaatakowane przez gigantycznego jaszczura, zielonego, takiego, który z łatwością wtapiał się w otoczenie. Ów stwór z łatwością zamieniał kolejne pocieszne stworzonka w kamień za pomocą wzroku (skojarzenie z bazyliszkiem jak najbardziej na miejscu). Krasnoludki od razu postanowiły kontratakować; ich kowal z radością zaczął wykuwać mikro-zbroje, mniejsze mikro-tarcze i mini-mikro-miecze,
o sztyletach nie wspominając.
Któregoś dnia grupka kilku krasnali została zaatakowana przez potwora. Trójka skamieniała, pozostali w te pędy zwiali do domów,
a na najbliższym spotkaniu pt. „Co z tym bazyliszkiem” zgodnie potwierdzili, że z jego oczu wystrzelił „kamieniujący” promień. Jak się łatwo domyślić, kowal z nieukrywaną przyjemnością wykuł nowe zbroje, tarcze, miecze, sztylety , jednak tym razem takie, które mogły odbijać światło. Niestety, ich plan nie wypalił. Kilku krasnali podczas transportowania dużego bloku materiału skamieniało, co znacznie utrudniło transport. Poza tym, wykuta broń odbijała promienie w taki sposób, że inne oddziały były petryfikowane. Już kilka dni później cała wioska skamieniała w najróżniejszych pozycjach, w najróżniejszych miejscach. Skamieliny części się skruszyły i zniszczyły, nieliczne okazy przetrwały do dzisiaj, a bazyliszek… Podobno wybrał się do innego miasta, siać jeszcze większy postrach i zniszczenie… No, przykro mi, ale tak było.
Łukasz Janczak kl. VI C

Smok w Smoczym Borze Wielkim



Dawno temu w miejscu, które dzisiaj zwiemy Muchoborem Wielkim istniała mała osada otoczona ogromną puszczą. Oprócz ludzi zamieszkiwały to miejsce również dwa smoki. Jeden smok był zły, a drugi dobry. Dobry smok był biały i nazywał się Eragon,
a drugi smok nazywał się Czarny Gigameon. Osadą tą nazywano Smoczym Borem Wielkim.

Życie ludzi było możliwe tylko dzięki temu, że ochraniał ich dobry Eragon. Zły Gigameon niszczył wszystko wokół siebie. Zbijał zwierzęta, palił domy, zabijał ludzi, niszczył plony
i wszystko zamieniał w czarny popiół.
Pewnego dnia do wioski przybył stary czarodziej. Syriusz obiecał, że pomoże ludziom pokonać złego smoka. Gigameon jest z rodzaju smoków bazyliszkowatych, należy wykonać duże lustro, w którym smok ujrzy siebie. Tak też się stało, smok zobaczył swoje odbicie i skamieniały runą na ziemię. Spopielała ziemia zaczęła budzić się do życia, a skamieniałe ciało smoka porósł ogromny mech.
Do dziś możemy zobaczyć to wzniesienie jadąc do Smolca, nazywają je Kaczą Górką, kiedyś była Smoczą Górką.
Z biegiem lat zapomniano o smokach, a miejscowość zaczęto nazywać Muchoborem Wielkim od porastającego go mchu. Dobry Eragon nadal czuwa nad Muchoborem w pobliskich górach.
Eryk Rozpendek kl. 6 C

piątek, 9 stycznia 2009

Jak być dobrym człowiekiem?

Przepis na dobrego człowieka:
- szczypta uprzejmości
- garść kultury
- 2 jajka miłości
- duża łyżka uśmiechu
- 100 g bezinteresowności
- szklanka uczynności
- 2 kg dobrego serca
- 75 g wyrozumiałości
- kubek tolerancji
Wrzuć wszystkie składniki do miski szczęścia i dokładnie wymieszaj.
Swoją prace potraktuj poważnie, bądź uważny i cierpliwy. Nie pomiń żadnego ze składników. Stworzenie człowieka to bardzo odpowiedzialne zadanie. Gdy twoje dzieło będzie doskonałe, wyślij je w świat. Niech „Twój Człowiek” uczy innych dobroci, tolerancji i radości.

Paulina Kędzia 6b

czwartek, 11 grudnia 2008

KRASNAL SŁODZIK

KRASNAL SŁODZIK
(Krasnoludek ma na imię Słodzik. To wesołe, przyjacielskie stworzenie, które chętnie pomaga innym. Mieszka na Muchomorze Wielkim i pracuje w fabryce czekolady.)

Był sobie pewien krasnoludek o imieniu Słodzik, który zawsze lubił pomagać ludziom.
Pewnego razu Słodzik spotkał chłopca o rudych włosach i niebieskich oczach. Wacek był smutny, bo się zgubił. Słodzik powiedział mu, żeby się nie martwił i, że na pewno odnajdą jego mamę. Wacek mu uwierzył, ale niestety nie znał ani swojego adresu, ani numeru telefonu do domu. Postanowili szukać mamy Wacka w pobliskich sklepach, supermarketach. Pytali też mijanych ludzi na ulicy, lecz nikt nie widział mamy Wacka.
Byli bardzo zmęczeni i wówczas Słodzik zaproponował chłopcu gorącą czekoladę u siebie w domu. Udali się do domu krasnala na Muchoborze Wielkim. Wacek nie mógł uwierzyć, że osiedle jest takie piękne. Zobaczył zadbane ulice, pojemniki do segregacji śmieci, zielone trawniki z ciekawymi gatunkami drzew
i krzewów. Weszli do małego domku na obrzeżach ulicy granicznej. Wszystko tu było z czekolady: drzwi, lampy, meble, a nawet półki. Wacka bardzo interesowało skąd krasnal ma te wszystkie czekoladowe rzeczy.
I wtedy dowiedział się, że Słodzik zawdzięcza te rzeczy i swoje imię pracy w fabryce czekolady.
Wacek chciał bardzo zobaczyć tę fabrykę, ale najpierw musieli odnaleźć mamę. Wybrali się kolejny raz na poszukiwania mamy. Po pewnym czasie doszli do ulicy Świdnickiej. Nagle chłopiec zobaczył znajomą postać. Była to jego mama. Wyraziła ogromną wdzięczność Słodzikowi za opiekę nad synem i pomoc w poszukiwaniach. W dowód ogromnego szczęścia i zadowolenia ze szczęśliwego zakończenia przygody zaprosiła krasnala na niedzielny obiad. Następnie wspólnie odwiedzili fabrykę czekolady. Najbardziej zadowolony był Wacek, któremu wszystko się bardzo podobało i bardzo smakowało.
Mama chłopca postanowiła, że Wrocław będzie miastem przyjaznym dla krasnali i na pamiątkę tego wydarzenia w stolicy Dolnego Śląska wciąż przybywa wiele najrozmaitszych krasnali.

DOMINKIA MAŚLANY KL. IV C

poniedziałek, 1 grudnia 2008

Nauka w zaczarowanej krainie Bajlandii

Szkoła w mojej krainie Bajlandii wygląda zupełnie inaczej.
W sali gimnastycznej znajduje się komputer, który pozwala przystosować
pani salę do odpowiedniego ćwiczenia. Na stołówce jest robot kuchenny-
czyli maszyna, której wystarczy powiedzieć, co chciałoby się zjeść na
obiad, a ona od razu to wyda! Na zajęciach pani wyciąga z szuflady
swojego biurka specjalne lusterka matematyczne. Można z nich
korzystać tylko w kryzysowych sytuacjach. Lusterko to wyświetla
poprawny wynik działania. W sali komputerowej znajdują się monitory
dotykowe, które nie niszczą oczu. Jest też tu pracownia przyrody,
gdzie hodujemy rośliny, które chodzą, mówią i myślą.
Szkoda że nie ma nigdzie takich szkół jak w Bajlandii.

Przemek Paździerkiewicz ki. III c


Dziękuję Ci, Lesie …

Dziękuję Ci, Lesie za pachnące ścieżki. Lubię spacerować po nich
i słuchać szumu drzew i śpiewu ptaków. Dziękuję Ci za zdrowe jagody,
poziomki, jeżyny i maliny. Dzięki Tobie zwierzęta mają gdzie
mieszkać, a my mamy świeże powietrze. Kochamy Cię Lesie ! Lubimy do Ciebie przyjeżdżać.

Marta Manowiec kl. III c


Dziękuję Ci, Lesie

Dziękuję Ci, Lesie za cudowne dary. Spacerując w ciszy, oddychając
świeżym powietrzem, podziwiam piękną przyrodę. Do domu zbieram
skarby lasu: maliny, poziomki, jagody, jeżyny i grzyby. Dziękuje Ci, Lesie za to, że zwierzęta znajdują u Ciebie schronienie.

Wiktoria Weber kl. III c